Osieckie Posiady od początku mają swoją prostą, ale bardzo cenną ideę: w jednej sali spotykają się ludzie i historie, które warto usłyszeć. To cykliczne spotkania, podczas których zapraszani są ciekawi goście – ludzie z pasją, doświadczeniem i odwagą, by opowiadać o swojej drodze. Tym razem przy stole usiadły dwie kolarki: Marta Lach i Rita Malinkiewicz. Ich historie są różne, ale łączy je jedno – niezwykła siła. I wspólne początki, bowiem Marta i Rita należały do jednego klubu i prowadzone były przez tych samych trenerów.
Rita Malinkiewicz przeszła przez doświadczenie, które dla wielu mogłoby oznaczać koniec wszystkiego. Kilka lat temu została potrącona przez samochód. Wypadek był bardzo poważny – doznała ciężkiego urazu mózgu i zapadła w śpiączkę. Później zaczęła się długa i trudna walka o powrót do sprawności. Dziś nadal ją toczy, dzień po dniu, krok po kroku. Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że Rita wróciła do sportu. Jeździ na specjalnym trójkołowym rowerze – tricyklu – startując w zawodach parakolarskich. Dla wielu osób jest dowodem na to, że nawet po najcięższym upadku można znów ruszyć przed siebie.
Obok niej siedziała Marta Lach – zawodniczka z zupełnie innej sportowej rzeczywistości, ale z podobną determinacją. To twarda, konsekwentna kolarka szosowa, która dziś należy już do światowej czołówki. Startuje w największych wyścigach, mierzy się z najlepszymi zawodniczkami świata, a przy tym nie ukrywa, że w sporcie – i w życiu – ważną rolę odgrywa dla niej wiara i rodzina. Spokój, dyscyplina i ogrom pracy sprawiły, że jej nazwisko coraz częściej pojawia się w wynikach najważniejszych kolarskich imprez.
Spotkanie było czymś więcej niż rozmową o sporcie. Była to opowieść o wytrwałości, o pokonywaniu granic – tych fizycznych i tych, które rodzą się w głowie. Jedna historia mówiła o powrocie do życia po dramatycznym wypadku, druga o drodze na światowe szczyty. W obu przypadkach wspólnym mianownikiem była determinacja.
Osieckie Posiady znów pokazały, że czasem najciekawsze rzeczy dzieją się nie na scenie ani na stadionie, lecz przy stole – kiedy ktoś opowiada swoją historię, a inni słuchają. A jeśli z tej opowieści zostaje w człowieku choć odrobina inspiracji, to znaczy, że takie spotkania mają sens. AH























